Wszystko jest cierpieniem
Gautama Budda

Ci, którzy nie znają rozpaczy, są dziećmi;
ci, którzy przekroczą jej granicę, stają się Przebudzonymi.

Hermann Hesse – Podróż na Wschód

Oto człowiek doskonały…

Jak wygląda człowiek doskonały?
Jak je człowiek doskonały?
Jak pije człowiek doskonały?
Jak siedzi człowiek doskonały?
Jak stoi człowiek doskonały?
Jak kocha człowiek doskonały?
Jak się rusza?
Jak żyje człowiek doskonały?
Jak mówi człowiek doskonały?
Jak pracuje człowiek doskonały?
W jakim świecie żyje człowiek doskonały?
Co myśli człowiek doskonały?
Co czuje człowiek doskonały?
…?
Jak upada człowiek doskonały?

Odpowiedzi na te z pozoru trudne pytania z wielką łatwością serwuje nam kultura, w której żyjemy. W Trzeciej Rzeszy poświęcono wiele naukowych tomów na opisanie „człowieka doskonałego” – zmierzono go, zważono, określono kolor oczu, włosów, kształt nosa i ucha. Zazwyczaj to wspomnienie powoduje ciarki na karku. Lecz czy dzisiejszy świat jest inny? Wizerunek doskonałego człowieka jest nam wpajany od kołyski. Włącz telewizor, otwórz gazetę, pismo, książkę, spójrz na sklepową wystawę i na przechodniów na ulicy. Oto jak wygląda „człowiek doskonały”! Oto jak je, pije, siedzi, stoi, kocha, rusza się! Tak żyje, mówi, pracuje. To myśli i czuje człowiek doskonały. I tak upada „człowiek doskonały”!

Wszystko co nie pasuje do wizerunku człowieka doskonałego zostanie napiętnowane i wyrzucone poza nawias. Stanowi dewiację, zaburzenie, chorobę, odchylenie od normy i zagrożenie dla „człowieka doskonałego”. Proste zasady i proste rozwiązania. Ból głowy? Weź Saridon i za 15 minut znów będziesz pomnażał PKB.

Gdyby zastosować zasady Porozumiewania Bez Przemocy do opisu relacji społeczeństwo – jednostka, wówczas uznałbym, że jednostka pada ofiarą najnikczemniejszej przemocy i manipulacji ze strony społeczeństwa. Społeczeństwo nie potrzebuje jednostek. Społeczeństwo nie toleruje i nie może tolerować indywiduum. Społeczeństwo jest jak doskonała maszyna, która potrzebuje doskonałych ludzi.

Prawie każdy z nas nosi w głowie głęboko zaszyty program, który mówi nam jak być „człowiekiem doskonałym”. Psychologia nazywa go krytykiem. Krytyk często przybiera postać naszych rodziców, dziadków, członków rodziny, szefa czy znajomych.

Co jeśli nasz wizerunek odbiega od doskonałego wzorca? Zostaniemy bezlitośnie napiętnowani przez rodzinę i środowisko w którym żyjemy. Lecz najbardziej okrutnym katem zazwyczaj okazuje się postać wewnętrznego krytyka.

W tym miejscu mógłbym się zacząć rozpisywać na temat kompleksów dotyczących wyglądu, urody, wzrostu, inteligencji, majętności czy posiadania partnera i dzieci. Chcę się skupić na jednym wybranym aspekcie. „Człowiek doskonały” nie cierpi.

W naszym społeczeństwie, w naszej kulturze, nie ma miejsce na cierpienie. Cierpią jednostki słabe i nieprzystosowane. Cierpią ludzie gdzieś daleko – w trzecim świecie… Ba! Niektóre filozofie New Age twierdzą nawet, że cierpienie nie istnieje! Rozumiesz? Po pierwsze, jeśli cierpisz, to znaczy, żeś niedorajda a na dodatek twoje cierpienie jest jedynie twoim wymysłem! Społeczeństwo da ci tabletkę a kapłani New Age każą Ci się przebudzić do świata, w którym nie ma cierpienia.

Po co więc dłużej żyć w świecie, który mnie nie rozumie? W świecie, który traktuje osobę cierpiącą jak problem do rozwiązania albo zepsuty odkurzacz? Po co? Skoro czuję rozrywający mnie ból, tęsknotę nie do wyrażenia, osamotnienie i zagubienie a nade wszystko niezrozumienie! Leżę drugi dzień w łóżku. W kącie papierki po czekoladzie. Kot domaga się czystej kuwety. Pusta lodówka… Pełen zlew… Pełna pusta głowa…

Nie będę próbował odpowiedzieć na pytanie co powoduje cierpienie. Nie przychodzi mi do głowy aby pisać, jak się go pozbyć. Gdybym to zrobił, stanąłbym po stronie tych wszystkich, którzy uznają cierpienie czy depresję za patologię za jednostkę chorobową czy za iluzję.

Cóż więc mogę zrobić?

Mogę wyruszyć w ekscytującą podróż której celem jest poznanie mojego cierpienia. Rozpocznę badania jak podekscytowany botanik, który odkrył nieznany kwiat. Zaczynam!

Odkrycie nr 1 – cierpienie istnieje. OK, więc koniec końców muszę przyznać, że ten kwiat nie jest zgodnym z przepisami i normami tulipanem. Powiedzmy to sobie wprost – ja cierpię. Zdaję sobie sprawę z faktu, że moje cierpienie nie podoba się innym. Woleliby, żeby go nie było. Może czują dystans, może poczucie winy a może czują się zagrożeni, że ta „choroba” okaże się zaraźliwa? Niektórzy spieszą z radami jak pozbyć się tego niewygodnego uczucia. Jedni proponują wycięcie, inni przycięcie, trzeci znów – wyrwanie z korzeniami. Co im dzisiaj odpowiem? Dzisiaj chcę zbadać moje cierpienie, chcę je poznać. Być może niektórzy nie spasują. Wówczas może wrzasnę „odpierdol się od mojej depresji”! W końcu i tak mi wszystko jedno. Mam prawo cierpieć! Mam prawo mieć doła! Mam prawo mieć depresję!

Co mogę dalej zrobić z tą niezwykłą rośliną? Jak zbadać moje cierpienie? Jak je uchwycić? Przynoszę konewkę. Spróbuję cierpieć jeszcze bardziej. Co się ze mną dzieje? Co widzę? Co słyszę? Co czuję w moim ciele? A może mogę poczuć to bardziej? Jak się ruszam? Powoli? A gdyby tak jeszcze zwolnić? Jak postrzegam świat? Jak wchodzę w relacje z innymi ludźmi? Cokolwiek zaobserwuję, spróbuję zrobić to bardziej, mocniej, do końca. Chcę nieruchomo leżeć – będę leżeć. Nie chce nikogo widzieć – będę teraz sam. Czuję ucisk – ucisnę bardziej. Właśnie dziś zacznę poznawać moje cierpienie. I może wyszeptane przez zaciśnięte zęby zdanie – nie mogę już ze sobą wytrzymać – zmusi mnie do zadania sobie pytania – KTO nie może ze mną wytrzymać?

Ktoś mógłby zapytać – I co? Lepiej? Więc mu powiem – Nie, stary. Gorzej, nie wiedziałem, że korzenie sięgają tak głęboko… Zapewne pobiegnie po środki chwastobójcze. Nie zrozumiał…

Kiedy już poznam moje własne cierpienie dość dobrze, rozejrzę się wokół i pewnego dnia, być może, zauważę, że jeszcze gdzieś przyczaiło się cierpienie drugiej osoby. Zaniedbane i niedostrzeżone, zapuszcza korzenie tuż koło pąsowych róż. I jeszcze jedno i tu… i tam… aż w końcu zobaczę, że cierpienie rośnie wszędzie wokół.

Co teraz czuję? Co teraz myślę? Cierpienie jest faktem! Nie tylko ja cierpię – wszyscy cierpią. Do tej pory mogło mi się wydawać, że moje cierpienie jest czymś niezwykłym, czymś szczególnym. Dziś okazało się, że inni również cierpią. To może w pierwszej chwili być przygnębiające. Ale z drugiej strony – w końcu ja zaakceptowałem moje cierpienie. Więc tak samo akceptuję cierpienie innych. Otwieram się na nie i przyjmuję z miłością.

Ktoś mógłby zapytać – I co? Lepiej? Odeszło? Więc mu powiem – Nie, druhu, gorzej, ono jest wszędzie… Zapewne pobiegnie gdzieś po chwili namysłu. Nie zrozumiał…

Akceptuję moje cierpienie. Poznajemy się coraz lepiej. Pytam się go, czego może mnie nauczyć? Może wie jak milczeć albo jak mówić, może wie jak szeptać albo jak krzyczeć? Może potrafi współczuć albo być twardym jak głaz? Codziennie pytam się go – czego mnie dziś możesz nauczyć? I wsłuchuję się w siebie w oczekiwaniu na odpowiedź. Skoro jesteś, to znaczy, że masz dla mnie lekcję.

Odkąd zaakceptowałem moje cierpienie, świat się trochę jakby zmienił. Już nie dzieli się na piękne kwiaty i na chwasty. Wszystko jest właściwe, na miejscu, o czasie. Odkryłem jeszcze jedno – nie jestem moim cierpieniem! Skoro mogę je badać i obserwować, nie jestem nim. Nie utożsamiam się już z moim cierpieniem. Nie utożsamiam się z brakiem cierpienia. Nie jestem bólem ani radością. Doświadczam radości, doświadczam cierpienia, doświadczam bólu. Kim jestem? Kim jest ten, który doświadcza, ten który obserwuje?

Ktoś mógłby zapytać – I co? Lepiej? Wyzdrowiałeś?

Powiem mu – Nie, przyjacielu. Nauczyłem się tylko milczeć i mówić, szeptać i krzyczeć, współczuć oraz być twardym jak głaz. I, że jestem jedną z istot czujących…

Zapewne pobiegnie gdzieś bez namysłu. Nie zrozumiał… Ot… Człowiek doskonały…

Wpisy o podobnej tematyce...

  • 5 października 2003 Doskonała Wierność – Eine Blume für Schnurzie… Wstęp Od napisania tego tekstu minęło półtora roku. Kiedy go pisałem, wydawał się jasny i oczywisty dla mnie oraz grona moich przyjaciół. Jednak pojawiające się komentarze uświadomiły mi, że dla szerszego grona czytelników przesłanie tego tekstu wcale tak jasne nie jest. Nie jest to […]
  • 28 grudnia 2004 Depresja Tylko kiedy umysł i zmysły są puste można usłyszeć siebie Depresja jest etapem wycofania się, odcięcia od otoczenia, odłączenia się od aktywności, skierowania uwagi ku własnemu wnętrzu. Jest początkiem procesu odnalezienia się na nowo. Zaczyna się wówczas, kiedy nie da już się uciekać […]
  • 21 października 2009 Hermann Hesse – Wilk Stepowy Najsławniejsza powieść Hermanna Hessego wyrasta z atmosfery lat dwudziestych, z kryzysu wartości, jaki dotknął Europę między dwiema wojnami, a także z ówczesnej fascynacji psychoanalizą i jazzem. Do dziś jednak "Wilk stepowy" nie stracił na aktualności; czytelniczy renesans tej książki […]
  • 1 czerwca 2006 Depresja z perspektywy Psychologii Procesu Nie pragnąłem przecież nic więcej, niż żyć tym, co samo chciało ze mnie się wydobyć. Czemuż było to tak bardzo trudne? Hermann Hesse - Demian Zagubieni Nie chcę mieć depresji. Chcę być zawsze młody, szczęśliwy, najchętniej bogaty. Zewsząd otaczają mnie obrazy "idealnego życia", które […]
  • 21 października 2009 Hermann Hesse – Siddhartha Pragnienie znalezienia sensu rzeczy nie daje spokoju bohaterowi powstałej w 1922 roku indyjskiej opowieści. Siddhartha, potomek rodu braminów, w młodości nie znajduje spełnienia ani w praktykowaniu tradycyjnej kontemplacji, ani w nauce Buddy. Porzuciwszy rodzinne strony, bohater próbuje […]
Tagged with:
 

Dodaj komentarz

Set your Twitter account name in your settings to use the TwitterBar Section.